,,Wzlot”

Wzlatuję , im bliżej tym dalej,
im większe ciepło przeze mnie przepływa
tym większy chłód odczuwam.
Błądze między obłokami, wzlatuję,
im więcej reminiscencji tym mniej nadziei
im bardziej przyziemne tym bardziej transcendentne
myśli krążą.

Zagubiony, wzlatuję.
Im wyżej się znajduje, tym niżej spadnę.
Niczym Marsjasz pewny siebie oczekujący splendoru i laurów
z ciążącą świadomością ,iż Apollo ukarać może.
Dryfuję.
Między dwoma światami niczym Persefona.
Pomiędzy dwoma stanami świadomości niczym Karusia.
Mieszając ze sobą otaczający świat jak Ying Yang

Wzlatuję,
Ponad głos gawiedzi ,ponad miarke i szkło
i spadam przed oczy duszy mojej.
I jedyne co nie pozwala spaść na poziom świecy i księgi,
i wzlecieć ponad prekognicje
jest jedynie żonkil rosnący na polu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Egzystencjalne, O miłości, Pejzaż duszy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „,,Wzlot”

  1. ~sex telefon pisze:

    masz talent literacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>