,,Paroksyzmy”

Śpiąc lub żyjąc
wybudzając się czy zasypiając
ciągle znajduje się na szali atrybutu Temidy.
Mam to samo na oczach co ona,
aczkolwiek poruszam się ciągle
jednak w miejscu.

Często stałem na ziemi niczym dąb,
chociaż wypełniała mnie dystymia jak płaczącą wierzbę.
Byłem jak klon , bo sam siebie byłem nędzną kopią.
Stawałem się podobny do lipy, bo czułem się tyle wart.
Żyje jak każde z tych drzew, po prostu wegetuje
jednak coś czuję.
Przeszywany ciągłymi paroksyzmami,
podobnie jak bohater z Wahlheim.

I jak ten Syzyf mam przed oczyma,
tylko ten kamień.
Widok tego kamienia
przepełniony bardziej emocjami niż ludzkie
serca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Egzystencjalne, O miłości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>